Drodzy Przyjaciele,

jak wiele milionów osób w Polsce jesteśmy wstrząśnięci filmem Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”. Dzielimy z ks. abp. Stanisławem Gądeckim, przewodniczącym KEP oraz ks. kard. Wojciechem Polakiem przekonanie, że dobrze się stało, że powstał ten film, tym bardziej, że prowadząc działalność terapeutyczną i rekolekcyjną na terenie całej Polski, wielokrotnie spotykaliśmy się z osobami molestowanymi przez księży.

Smuci nas fakt, że niektórzy członkowie wspólnoty kościelnej widzą w filmie braci Sekielskich „kolejny atak na Kościół” lub też spisek służb bezpieczeństwa PRL. Uważamy, że jako katolicy powinniśmy być wdzięczni, gdy jakaś smutna prawda zostaje wreszcie ujawniona, że wszystko, co oczyszcza Kościół z grzechu i brudu, zawsze ostatecznie służy wspólnocie ludzi wierzących. W naszej opinii, prawdziwe zagrożenie dla Kościoła nie płynie z zewnątrz, lecz jest nim nasz własny grzech. Kościołowi szkodzi także arogancja niektórych katolików, ich nerwowa reakcja na jakąkolwiek krytykę, ukrywanie przestępstw i bagatelizowanie problemów. W tym właśnie kontekście szczególnie oburzają nas słowa abp. Głódzia, który, odmawiając komentarza na temat filmu stwierdził, że nie będzie oglądał „byle czego”. Ponieważ jego słowa padły w przestrzeni publicznej, decydujemy się na publiczne wyrażenie naszej dezaprobaty wobec tej wypowiedzi. Nie wszyscy muszą obejrzeć film Tomasza Sekielskiego, nie wszystkim musi się on podobać, ale określanie „byle czym” filmu dokumentującego tragedie ludzkie jest najłagodniej mówiąc, niedopuszczalne.

Jesteśmy małżeństwem żyjącym na styku dwóch światów: kleru i laikatu. Z racji tego, że Marcin jest diakonem (duchownym), a Monika jest osobą świecką, doświadczamy piękna i bogactwa Kościoła, ale też i trudu wynikającego ze smutnego podziału na świeckich i duchownych. Uważamy, że systemem „konserwującym” pedofilię i wiele innych patologii w Kościele jest właśnie ten podział, powszechnie zwany klerykalizmem.
Przez wieki świeccy byli traktowani jak owce lub raczej jak barany, które w posłuszeństwie, sprowadzanym w praktyce do bezmyślności i ślepego poddania się, powinny iść w milczeniu za swoimi duszpasterzami, bez względu na wszystko. Lata uprawiania „teologii klerykalnej” robią swoje. To klerykalizm sprawia, że całe rzesze ludzi świeckich w praktyce nie uważają się za Kościół i stają się biernymi obserwatorami i cichymi komentatorami tego, co się dzieje w parafii i w diecezji.
Dzięki Bogu ten czas się kończy. Obecnie za klerykalizm odpowiadamy w równym stopniu: zarówno ci księża i biskupi, którzy nie chcą ustąpić ze swych uprzywilejowanych pozycji, jak i wierni, nie podejmujący odpowiedzialności za Kościół.

Nie wiadomo co będzie dalej… Jesteśmy przekonani, że w tym trudnym momencie szczególnie dużo zależy od świeckich i to nie tylko w obszarze ewangelizacji, czy katechizacji, ale także w kwestii przejmowania odpowiedzialności za praktyczne aspekty życia naszych wspólnot. Gdy widzicie jawne nadużycia, nie ograniczajcie się do krytyki „za plecami” księży i biskupów, którzy według was postępują nagannie. Weźcie odpowiedzialność w dojrzały sposób: kiedy trzeba upominajcie bezpośrednio, a gdy to nie odniesie skutku, brońcie Kościoła sięgając po inne środki. Istnieje wiele różnych pokojowych form sprzeciwu wobec postaw i zachowań, które szkodzą naszej wspólnocie. Mamy prawo stawiać publicznie pytania, zbierać podpisy, zgłaszać zbiorowe petycje. Niezależnie, czy to dotyczy proboszcza, czy biskupa – parafia lub diecezja nie jest ich własnością. Miłość Kościoła domaga się by przerwać bierność i milczenie, gdy dzieje się zło.

Za wiele przypadków nadużyć odpowiadamy wspólnie, bo nie reagujemy. Ale nie chodzi tylko o upominanie. To klerykalizm sprawia, że rady parafialne właściwie nie istnieją i świeccy nie znają rożnych aspektów funkcjonowania parafii (np. finansów). Nie ustala się kolegialnie programu wydarzeń duszpasterskich, wierni nie mają wpływu na to kogo prosi się o wygłoszenie rekolekcji, jakie wydatki się planuje, jaki jest wystrój świątyni, jakość i oprawa liturgii.
Świeccy nie mają na to wszystko wpływu także i dlatego, że o ten wpływ się nie upominają. Można to stopniowo zmieniać, znamy przykłady świetnie funkcjonujących wspólnot parafialnych, gdzie stare klerykalne schematy zostały pokonane!

Na koniec apelujemy: przełamujcie klerykalny podział Kościoła także i poprzez nawiązywanie bliskich i przyjacielskich relacji z księżmi. Wspierajcie ich i zapraszajcie do swych domów. Wielu z naszych braci prezbiterów cierpi na skutek niesprawiedliwych uogólnień dotyczących kleru. Wielu jest osamotnionych. Wspaniałych duchownych jest znacznie więcej niż tych tragicznie pogubionych. Wspierajmy ich i bądźmy z nimi blisko. Dziękujmy im osobiście, gdy powiedzą dobrą homilię. Dajmy im odczuć, że mają nasze wsparcie.
Tym listem pragniemy także wyrazić naszą solidarność z ofiarami i wszystkimi poruszonymi patologią obecną w kościelnych strukturach. Jesteśmy z Wami.
Nadal kochamy Kościół i czujemy się jego częścią. Mamy nadzieję, że dobry Bóg oczyści winorośl, by przynosiła owoc obfitszy.

Monika i diakon Marcin Gajdowie